Deklaracja 2020!

Deklaracja 2020!

Nowy rok to pożegnania i powitania, rezygnacje i otwieranie się na nowe, ale także decyzje o tym, co zachować i pielęgnować w swoim życiu. Żeby mieć inne rezultaty, trzeba pożegnać stare schematy myślowe, zachowania, nawyki i pewne relacje. Wtedy powstanie miejsce na to, na co jestem gotowa i czego pragnę. Co zatem pożegnam w 2020 roku, a na co się otworzę?

Świadomie ograniczam i rezygnuję z:

  • bycia numerem 1 w moich spółkach – w moim portfelu jest obecnie 5 spółek i do tej pory byłam liderem wszystkich nich. Dojrzałam do momentu, kiedy przewodzenie i zarządzanie oddaję i będę przez ten rok oddawać nowym liderom i menedżerom – to dla mnie czas, żeby robić to w czym jestem najlepsza – edukacji świadomych liderów i trenerów, pracy z Zarządami firm, które chcą wejść na wyższy poziom oraz bycia sparing partnerem i mentorem dla naszych liderów i menedżerów oraz dzielenia się wiedzą w formie książek, nagrań i innych niespodzianek, które szykuję oraz uruchamiania nowych inicjatyw, które mają szansę szybko stać się znaczącymi markami na rynku
  • nadmiernej kontroli, oceniania według własnych standardów i bycia wąskim gardłem wielu projektów – coraz bardziej robiąc przestrzeń dla eksperymentowania, świadomej improwizacji i autonomii innych – nawet jeśli wciąż to budzi moje trudne emocje
  • ludzi, z którymi różnią mnie wartości – bez względu na to, czy chodzi o biznes czy relacje prywatne decyduję, że będę spędzać swój czas i robić projekty i biznesy TYLKO z tymi, których lubię, szanuję, podziwiam i z którymi spędzanie czasu sprawia mi przyjemność
  • relacji, które choć w małym stopniu są toksyczne, przynoszą rozczarowania i trudne emocje i mi nie służą albo istnieją tylko wtedy, kiedy ktoś czegoś ode mnie chce lub widzi w tym interes
  • bycia choćby w najmniejszej formie ratownikiem czy wybawcą – świat dziś ich nie potrzebuje, a poza tym bycie w relacjach to umiejętność pozwolenia na to, żeby druga osoba doświadczyła tego co ma doświadczyć i miała szansę na wyciągnięcie swoich lekcji
  • robienia rzeczy, które wypada, na korzyść moich priorytetów
  • nadmiernej pracy, bo w 2019 roku było jej mniej niż w 2018, ale wciąż za dużo…

Wciąż będę pielęgnować/ kontynuować:

  • ścieżkę rozwoju, na której będę nieustająco adeptem sztuki nowoczesnego przywództwa, świadomego przewodnictwa w rozwoju innych i spełnionego i szczęśliwego życia – kontynuując mój autorski system „RAZ na…”, który niektórzy znają z DPS. Rozwój jest dla mnie pożywieniem i nie wyobrażam sobie bez niego życia
  • relacje z moją rodziną i przyjaciółmi – każdego dnia dziękuję za ich obecność w moim życiu
  • podróże – choć planuję ich więcej i częściej – wciąż inspirowana w tym temacie przez Jakub B. Bączek – Twój system 50/50 jest wciąż dla mnie poza zasięgiem, ale na ten moment mam plan 3/9 – 3 miesiące odpoczywam, 9 pracuję. To jest do zrobienia – zaczynam od miesięcznego urlopu w styczniu na dobry początek 🙂
  • zatracanie się w muzyce i musicalach: na 2020 mam już bilety na koncerty Garou, Podsiadło, Raya Wilsona, Kuby Badacha, Tribute do George Michael i parę innych imprez kulturalnych i musicali i już się nie mogę doczekać – a to dopiero początek planowania muzycznych uczt
  • rozwój LATa (Leaders Are Trainers) i trenerów oraz wsparcie ich w budowaniu osobistej marki i wchodzeniu na rynek
  • moje wewnętrzne dziecko – przy ważności i złożoności tematów/ wyzwań i projektów, które prowadzę, to właśnie ono pozwala mi nie zwariować, marzyć, wygłupiać się, doświadczać magii w codziennym życiu, spotykać niezwykłych ludzi i budować niezwykłe relacje, doświadczać tego i odważać się na to, o czym inni marzą lub nawet boją się pomyśleć, cieszyć się podziwem, miłością i przywiązaniem dzieciaków i kochać siebie taką, jaką jestem
  • naiwność (tak nazwaliby to inni), która pozwala mi wierzyć w lepszy świat, drugiego człowieka, miłość i przyjaźń, budować lepsze jutro i każdego dnia utwierdzać się w przekonaniu, że jestem szczęściarą, bo tak wybrałam…
  • eksperymentowanie i doświadczanie – przynajmniej raz w miesiącu doświadczyć czegoś, czego nigdy w życiu wcześniej nie robiłam, odwiedzić kraje, w których nie byłam – w 2020 to będzie Gruzja, Majorka i parę innych kierunków
  • rozwój duchowy i medytację – bez tego wiele rzeczy nie byłoby możliwe

Świadomie otwieram się na/ zaproszę do swojego życia:

  • inwestycje w nowe biznesy i nowe projekty
  • większą dbałość o zdrowie, sen i regenerację – jako element strategii świadomego życia
  • więcej miłości, prywatności i regularnych spotkań z moimi przyjaciółmi, bo w 2019 roku zdecydowanie było tego za mało
  • nowych partnerów przy moich nowych projektach – bo wierzę, że dobro się mnoży, kiedy się je dzieli, a ja rozwijam się najbardziej dzięki nowym relacjom korzystając z mojej społecznej inteligencji
  • na to wszystko, na co jestem mentalnie gotowa, a co mi pomoże się być bliżej siebie i stać się tym, kim mam się stać…

 

Dziękuję za ten 2019 rok! Był niezwykły pod każdym względem. Obfitował w szczęśliwe chwile, spektakularne sukcesy, wiele lekcji, trudne rozczarowania i piękne niespodzianki. To był zdecydowanie mój rok – pod wieloma względami!

Jestem szczęściarą mając przy sobie moich najbliższych, Momentum Team, społeczność LATawców i partnerstwo z Jakubem B. Bączkiem, którego cenię biznesowo i prywatnie uwielbiam.

Dziękuję każdemu z Was, kto był częścią tego dobrego 2019. Jestem prawdziwą szczęściarą…

Wam życzę, Kochani, żebyście mogli za rok podsumować rok 2020 i powiedzieć, że to był Wasz najlepszy rok!

Dlatego….
Nie tylko bądźcie obecni – ale bierzcie czynny udział…
Nie bądźcie tylko zainteresowani – zaangażujcie się na maxa…
Nie tylko wierzcie – przekuwajcie wiarę w działanie…
Nie tylko wybaczajcie – puśćcie w niepamięć…
Nie tylko uczcie się – inspirujcie innych…
Nie tylko bogaćcie się – wzbogacajcie innych…
Nie tylko żyjcie – ale wzrastajcie…
Nie cierpcie – ale tryumfujcie!!!!!
Ale przede wszystkim MARZCIE zuchwale i realizujcie te marzenia z odwagą i wiarą. I bądźcie sobą, bo wszyscy inni są już zajęci!
Cudnego 2020 roku!!!

Z Miłością
Beata

ps. A co Ty zachowasz, zaprosisz do swojego życia a z czego zrezygnujesz? Podziel się swoją inspiracją w komentarzu….

Beata Kapcewicz

Beata Kapcewicz

Członek Zarządu Marka Ty Sp. z o.o.

Doradca Zarządów i liderów ds. rozwoju przywództwa i budowania marki typu LOVEbrand. Sama stworzyła lub współtworzyła własne marki, które do dziś są doceniane i uwielbiane na rynku: ArchitekciKariery, PUERTO, Librandt, Momentum Way, Marka TY. Pomagała tworzyć i rozwijać m.in. takie marki jak: Runmageddon, Wellbeing Institute, Personal Excellence Network, DuoLife i wiele innych. Na co dzień Prezes Zarządu Grupy Momentum..

Ekspert HR, zarządzania i niekwestionowany autorytet w dziedzinie przywództwa. 

Jej motto to “Bądź liderem, jakiego sam chciałbyś mieć”. Widać to na każdym kroku jej 20-letniej działalności. Najpierw dzieli się swoim przykładem, jak osiągnąć cele i wyższe poziomy, a potem uczy innych, aby sami mogli osiągnąć równie wysokie rezultaty na płaszczyznach przywództwa, kariery i marki osobistej, o czym napisała 5 książek.

7 zasad skutecznego networkingu

Coraz częściej słyszy się i czyta, że żeby rzeczywiście nadać tempa swojej karierze czy biznesowi, szczególnie, kiedy...

Jak budować swoją markę osobistą w branży rozwoju osobistego dzięki strategii działania i produktów

Na grupie Marka Ty – Odważna Marka Osobista na Facebooku w maju 2019 roku gościem Justyny Kopeć była Anna Słowińska....

Norbert Janeczek – od wizjonera do współwłaściciela globalnej firmy

[Justyna Kopeć] Witam was serdecznie. Cieszę się, że mogę gościć kolejną specjalną osobę. Osobę, która jest...

Od czego zależą Twoje rezultaty?

Ilu z Was nie zrobiło czegoś, na czym bardzo Wam zależało, bo jakiś wewnętrzny głos Was stopował? Ilu z Was nie...

Fotografia a marka osobista

Często powtarzam: marka osobista to Ty. Jednak istotny jest sposób w jaki ją ujawniasz, pokazujesz innym. Tutaj słowem...

Jaka jest Twoja wartość?

Jakiś czas temu Beata Kapcewicz opublikowała ciekawy post, który powstał z tak zwanej głupawki. Z lekcji, którą...

Pierwsze miesiące działania, czyli subiektywne podsumowanie 2019 roku w Marka Ty

Pierwsze miesiące działania, czyli subiektywne podsumowanie 2019 roku w Marka Ty

Kiedy zaczynałam 2019 rok, nie miałam w planach kolejnej firmy. Myślałam raczej o utrzymaniu dotychczasowych działań w swojej agencji marketingowej, którą prowadzę już kilka lat. Jednak 2019 rok zadedykowałam zmianie i kreatywności, więc pozwoliłam sobie na poddawanie się temu, co przyniesie los, na bycie „tak, i…”.

Już w luty rozpoczęłyśmy z Beatą Kapcewicz rozmowy na temat zacieśnienia współpracy w zakresie budowania marki osobistej, a dodam, że od 2018 roku miałam przyjemność wspomagać Beatę w prowadzeniu jej marki osobistej.

Znacząca zmiana nastąpiła podczas naszego spotkania w marcu 2019 w Warszawie. To wówczas nakreśliłyśmy wstępny plan działań i podjęłyśmy decyzję o założeniu spółki. Ostatecznie została ona zarejestrowana w kwietniu 2019 roku. I od tego miesiąca możemy mówić o oficjalnym rozpoczęciu działalności.

A teraz subiektywny przegląd działań, które zrealizowałyśmy w nowo otwartej firmie:

1. Założenie grupy Marka Ty – odważna marka osobista na Facebooku

Widząc rosnące zaangażowanie osób w grupach tematycznych, pierwsze działanie, które podjęłyśmy to założenie grupy na Facebooku. Pamiętam moment, w którym w grupie była jedna osoba – ja sama! Pamiętam czasy, gdy organicznie w pierwszych dwóch miesiącach do grupy dołączyło 400 osób. Moją ambicją było znać każdą z nich i faktycznie to mi się udawało: zanim kogoś przyjęłam, to najpierw sprawdzałam jego profil, aby dowiedzieć się więcej rzeczy o tej osobie, z czego później korzystałam w komunikacji.

Pamiętam moment, gdy do grupy w ciągu miesiąca dołączyło blisko 600 osób. To wówczas nastała chwila, w której zdałam sobie sprawę z tego, że już nie jestem w stanie każdego bliżej poznać, więc starałam się poznawać chociaż tych najbardziej aktywnych.

Obecnie do grupy każdego miesiąca dołącza około 200 osób i na koniec 2019 w naszej społeczności jest blisko 1800 członków. Część z nich jest tutaj „bo jest”, część jest aktywna pod zamieszczanymi przez nas treściami, a znikoma ilość tworzy również własne treści. I to mnie najbardziej cieszy i chciałabym to utrzymać w 2020 roku.

Niewątpliwie grupa na Facebooku, to nasze największe „dzieło”. To tutaj tworzone są najbardziej wartościowe treści, przekazywane konkretne informacje z budowania marki osobistej, odbywają się systematyczne live’y i inne działania.

Lekcja z tego jest taka, że musisz być tam, gdzie jest Twój odbiorca. I musisz dostarczać mu wartość, wówczas jest szansa, że sięgnie po więcej.

 

2. Założenie grupy Marka Ty – marka osobista dla profesjonalistów na LinkedIn

Tego samego dnia założyłyśmy również grupę na LinkedIn. I tutaj nie mamy już tak spektakularnych sukcesów. Grupa funkcjonuje nadal, ma 275 członków, jednak są oni mało aktywni. Zamieszczamy tam informacje bieżące i to co zauważyłam, to fakt, że część osób z tej grupy dołączyła do nas na grupie na Facebooku.

Zapewne nie odkryłam jeszcze zasad prowadzenia grupy na LinkedIn, a na pewno specyfika tego medium jest zupełnie różna od specyfiki Facebooka.

Cóż, lekcja z tego jest taka, że warto prowadzić tę grupę głównie dla kolejnego punktu styku klienta z Twoją marką.

 

3. Założenie fanpage Marka Ty – Beata Kapcewicz & Justyna Kopeć

Powstanie fanpage nie było naszym celem, co pokazuje również moment jego powstania: dwa miesiące po rozpoczęciu wprowadzania firmy na rynek. Dzisiaj lajkuje go już 1130 osób.

Skąd zatem pojawiła się konieczność jego powstania? Otóż jeden z elementów był taki, że obie z Beatą mamy dobrze funkcjonujące fanpage osobiste. Jednak mamy na nich również inne ważne rzeczy do komunikowania i Marka Ty mogłaby na tym ucierpieć. Stąd założenie fanpage, który byłby poświęcony tylko temu elementowi naszej działalności.

Drugi element był prozaiczny, ale także ważny. Chodziło o możliwość realizacji reklam i dostępu do statystyk, bo przecież w grupie są one fragmentaryczne. I faktycznie reklamy były strzałem w dziesiątkę. Mogłyśmy dzięki temu promować treści związane z Marka Ty, w tym bezpłatne narzędzia dla odbiorców (np. test na etap marki, quiz na archetyp marki, czy ebook), aby pozyskiwać bazę danych. Mogłyśmy za pomocą reklamy zbierać uczestników na nasze szkolenia online, czy po prostu wprowadzić nowe produkty na rynek.

Lekcja jest taka, że dzisiaj biznes bez reklamy nie funkcjonuje, bo to tak jakbyś puszczał oko do dziewczyny po ciemku: nikt oprócz Ciebie nie wie, że to robisz. Mądra reklama to inwestycja, która przynosi największy zwrot.

 

4. Strona internetowa MarkaTy.pl

Stronę internetową zaczęłam tworzyć w momencie powstania grupy na Facebooku. Najpierw była ona postawiona na landingu, a następnie na WordPress. Marka Ty po prostu powinna być promowana na osobnej stronie internetowej z blogiem, który pozwoli znaleźć się wysoko w wyszukiwaniach w Google. Ważny element, to również możliwość publikowania materiałów do pobrania oraz testów do wypełnienia, a także, tak po prostu, przedstawienie w jednym miejscu naszej oferty i możliwość jej zakupienia dzięki wdrożonemu sklepowi. I te zadania nasza strona w pełni realizuje. Gdy ktoś kupuje nasz produkt lub usługę, wszystko jest zautomatyzowane, dzięki czemu nie musimy co chwila sprawdzać, czy mamy do wystawienia fakturę, czy też należy przygotować jakąś przesyłkę kurierską. To mega wygodna sytuacja, która optymalizuje nasze działania.

Do współredagowania bloga zaprosiłyśmy również członków grupy Marka Ty. Zgłosiło się około 20 osób, a współpracę z nami rozpoczęło kilka. Dla każdej ze stron jest to sytuacja win-win. My dzięki temu mamy systematyczne wpisy, dotyczące zakresów, w których specjalistami są nasi goście, autorzy zaś mogą mieć szansę pokazać się przy dużych brandach, zwiększyć swój zasięg o nasze zasięgi, czy pochwalić się z publikacji wśród swoich odbiorców. Tak, współpraca jest jedną z moich ulubionych form angażowania.

Lekcja z tego jest taka, że jeśli zaczynasz lub prowadzisz działalność warto by było, żebyś zebrała ją w jednym miejscu. Twoje posty na Facebooku widoczne są tylko przez chwilę, komunikaty bywają rozproszone, a to strona internetowa daje szansę na ich kompleksowe zaprezentowanie.

 

5. Kurs online Marka Ty

Chociaż pojawił się na rynku, jako nasz pierwszy produkt, to wcale w założeniach nim nie był. Pierwszym produktem miała być książka, tylko… uczestnicy grupy Marka Ty na Facebooku niejako wymusili na nas dokonanie zmiany. Zaczęły pojawiać się oczekiwania, kiedy będzie można od nas coś kupić. Musiałyśmy zatem zmodyfikować nasz lejek sprzedażowy. Spośród naszej dotychczasowej oferty wybrałyśmy rzeczy, które sprawdzały się najlepiej i dawały super zyski naszym klientom. To wszystko zebrałyśmy w 44 lekcje kursu online pogrupowane w 5 obszarów. Nagranie, montaż, transkrypcje, pdf’y, workbook, strona sprzedażowa, panel do kursów online, system płatności, w końcu działania promocyjne – to wszystko byłyśmy w stanie zrobić szybciej niż napisać i wydać książkę. Kurs nagrywałyśmy w maju, a już w lipcu zainaugurowałyśmy jego sprzedaż.

I… tutaj pokażę jeszcze jedną sytuację, o której do tej pory nie mówiłyśmy. Kurs miał mieć premierę w czerwcu. Naprawdę wszystko było przygotowane na ten moment. Rozpoczęłyśmy współpracę z jedną z firm, która miała nam pomóc w realizacji kampanii reklamowej na Facebooku. Firma była polecona, więc zakładałyśmy, że nie będzie przykrych niespodzianek. Już w trakcie negocjacji umowy czułam, że współpraca będzie wymagająca. Nie przypuszczałam jednak, że nie będą dowożone ważne dla nas cele. Firma, owszem, miała doświadczenie, aczkolwiek w zupełnie innych branżach, gdzie ich wyniki faktycznie były dobre. U nas było kilka wyzwań, ale dostawałyśmy informację zwrotną, że to nic takiego. Ostatecznie, nie mając osiągniętych zakładanych celów, musiałyśmy w trybie natychmiastowym rozwiązać umowę i w sumie zostać z niczym, a raczej z terminem promocji za moment. Na szczęście z Momentum Way współpracuje od kilku lat inna firma zajmująca się wdrażaniem i optymalizacją kampanii reklamowych i w ramach całkowitego wyjątku zgodzili się z nami współpracować. Bo wiesz jak to jest, jak zgłasza się do Ciebie duży klient (przynajmniej nasze personalne brandy robiły takie wrażenie, bo na koncie Marka Ty poza kapitałem założycielskim nie miałyśmy żadnych innych dochodów) i oczekuje cudu. Ostatecznie musiałyśmy przesunąć termin promocji na 31 lipca, no i nie było już mowy o przygotowaniu nowej strategii promocyjnej. Ratowałyśmy to, co było możliwe do uratowania.

I tak, kurs nie okazał się spektakularnym sukcesem sprzedażowym, jednak jego sprzedaż była na naprawdę dobrym poziomie. Dotychczas udział w nim zakupiły 54 osoby, a dodam tylko, że cena naszego kursu jest sporo powyżej średniorynkowych cen innych kursów online. Co ważne sprzedaje się on nadal, czego zasługą są świetne opinie, jakie zebrał wśród pierwszych uczestników. Część z nich możesz odnaleźć na stronie internetowej.

Lekcja z tego działania dotyczy głównie większej weryfikacji osób zapraszanych do współpracy i może niekoniecznie testowania nowych osób/firm w momencie, kiedy chodzi o kluczowy produkt. Gdybyśmy miały możliwości, to zapewne przetestowałybyśmy partnerów biznesowych na mniejszych projektach.

 

6. Książka „Ty – marka warta miliony”

Wow! I doszłam do momentu, który jest również jednym z moich prywatnych sukcesów w 2019 roku. To co działo się podczas tworzenia tej książki jest po prostu szalone! Pisałyśmy ją w międzyczasie, Beata codziennie od 5:00 rano, ja zaś łapiąc chwile między poprawkami na stronie, live’ami, przygotowaniami graficznymi i co tam jeszcze nie było pomiędzy (a pomiędzy była cała historia związana z promocją kursu online przecież). Pamiętam telefony od Beaty, która próbowała mnie zmobilizować do tego, żebym usiadła nad książką, a właściwie nad rozdziałami, które były przypisane do mnie (tak, podzieliłyśmy książkę na w miarę równe części, które pisałyśmy oddzielnie oraz na kilka rozdziałów wspólnych). Podczas tych rozmów naprawdę nie byłam w stanie dookreślić swoich terminów, bo raczej trudno wstać o 6:00, gdy głowę do poduszki przyłożyłaś o 3:00. A zwykle wszystkie kryzysy wybuchały popołudniami i wieczorami! Na szczęście, gdy spotkałyśmy się w połowie sierpnia na 3 dni w Klekotkach, ja również byłam gotowa.

Do pisania książki włączyłyśmy również osoby z naszej facebookowej grupy. Publikowałyśmy fragmenty rozdziałów, a najciekawsze komentarze miały szansę znaleźć się w publikacji. Ostatecznie zaistniało w niej blisko 50 osób, niektóre cytowałyśmy po kilka razy.

I ponownie pokażę fragment, o którym dotychczas nie mówiłyśmy, żebyś zobaczyła, że za sukcesem stoi wiele, czasami bardzo dużo, wyzwań. Jednym z nich była okładka. Od zatrudnionego grafika w ciągu miesiąca otrzymałyśmy blisko 50 różnych propozycji. Żadna, ale to żadna nie spełniała naszych oczekiwań. Gdy spotkałyśmy się w Klekotkach, byłyśmy naprawdę załamane tą sytuacją. Na szczęście obie poszukujemy rozwiązań. Wiedziałyśmy już, że po tylu próbach raczej ze współpracy z tym grafikiem musimy zrezygnować, bo po prostu się nie rozumiemy. Widziałyśmy, że się stara, że bardzo chce, ale to wciąż było dalekie od tego, co mogłyśmy pokazać światu. Wówczas przypomniałam sobie (!), że przecież na koncie mam wydanych ponad 30 książek innych autorów i mam jeszcze do dyspozycji kilka nazwisk grafików, którzy specjalizują się w projektowaniu graficznym książek. Wiedziałam też, że najbardziej chciałabym współpracować z jednym z nich, aczkolwiek ma on bardzo napięty kalendarz. Jednak pierwszy telefon wykonałam właśnie do niego. I… okazało się, że ma chwilę wakacji, dokładnie tydzień, i że po starej znajomości przygotuje nam w swoim wolnym czasie ten projekt!!! Po rozmowie ze mną przygotował 4 warianty i każdy z nich był tym, czego oczekiwałyśmy. Byłyśmy tak zachwycone, że nie potrafiłyśmy dokonać wyboru. Postanowiłyśmy oddać ostateczny głos w ręce naszych odbiorców przedstawiając dwie okładki, które wyraźnie wyprzedziły w naszej ocenie dwie pozostałe. Głosowanie osób (oddanych ponad 600 głosów) zakończyło się prawie remisem, z minimalną przewagą okładki, która wygrała.

Z książką mamy jeszcze jedną trudną sytuację, ale nie będę jej opisywać, bowiem właśnie jest w trakcie procesowania przez reprezentującą nas kancelarię prawną i też dotyczy podwykonawcy.

Lekcja z tego jest taka, że najlepiej sprzedają się rzeczy współtworzone przez odbiorców. LOVEbrand to marka, która ma wpływ, ale to również marka, która pozwala innym mieć wpływ na siebie, na swoją ofertę, bo w końcu tworzymy wartość dla ludzi. Być może dzięki temu, ale zapewne i dzięki fantastycznym opiniom, jest to najlepiej i najczęściej sprzedający się nasz produkt. Nie ma dnia, aby w sklepie internetowym nie było chociaż jednego zamówienia książki „TY – marka warta miliony”.

 

7. Audyt i strategia marki osobistej

W październiku, po promocji książki, wprowadziłyśmy oficjalnie kolejny produkt: audyt i strategię marki osobistej. Realizowałyśmy go już w międzyczasie, bowiem pojedynczy klienci zgłaszali się do nas z pytaniami o indywidualną współpracę. Dopiero jednak podczas październikowego webinaru pokazałyśmy tę ofertę oficjalnie. Jest to oferta z górnego poziomu lejka sprzedażowego, a zatem należąca do oferty typu VIP. W jej ramach pracuję z klientami indywidualnie nad wzmocnieniem siły ich imienia i nazwiska. Ponieważ Marka Ty to spółka, to ważne było ujednolicenie pracy mojej i Beaty. Przed założeniem firmy obie prowadziłyśmy indywidualnie klientów, ale nasze ścieżki były zupełnie inne. Pamiętam, jak spotkałyśmy się z Beatą na śniadaniu w restauracji w Sopocie i rozrysowywałyśmy plan realizacji strategii i audytu. Zajęło nam to kilka godzin, ale w końcu mogłyśmy powiedzieć, że mamy schemat, w którym obie czujemy się dobrze i z którego klient powinien czerpać dużo wartości.

Mimo, że strategia należy do działań o wysokim progu wejścia, to w 2019 roku skorzystało z niej 18 osób. Gdybyś uznała, że to mało, to przypomnę, że oficjalnie zaprezentowałyśmy ją dopiero w październiku, zatem i tak wychodzi 6 osób w miesiącu, co na indywidualne prowadzenie oznacza bardzo dużo.

Lekcja z tego jest taka, żeby jak najwięcej zasad było spisanych i opisanych. To tak jak tworzenie procedur dla potencjalnego pracownika. Im są dokładniejsze, tym szybciej można osobę wdrożyć. Podobnie jest ze wspólnikami w firmie. Domyślanie się co coś oznacza może prowadzić do zupełnie innej formy realizacji i do wzajemnych pretensji.

 

___________________

Personal branding to dopiero trend przyszłości, aczkolwiek ostatni rok pokazał, że coraz więcej osób docenia jego niebywałą rolę w budowaniu biznesu i własnej kariery. Ostatnie miesiące z kolei pokazały nam również, że nadal jest miejsce na rynku na nowe marki, nadal są nisze, które warto brać pod uwagę prowadząc działalność. Wiele osób mówiło, że na rynku marketingowym w Polsce jest już ciasno, że nie ma miejsca na kolejny brand. My w przeciągu kilku miesięcy udowodniłyśmy, że to miejsce jest, że można stworzyć firmę, która dołączyła do liderów na rynku i która wyznacza trendy. Na pewno pomaga nam w tym nasza współpraca, bo synergia z niej płynąca jest o wiele większa niż gdybyśmy robiły to samo, ale oddzielnie. Ważna jest także strategia oraz plan działań, bowiem my naprawdę wiemy, dokąd zmierzamy i dokąd chcemy zaprowadzić naszych odbiorców.

Przed nami 2020 rok. Wiele się zmieni w samej strukturze naszej działalności. Mamy również strategię działań, które będziemy kierować do naszych odbiorców i na pewno znowu Ciebie zaskoczymy. Mam nadzieję, że ten rok spędzisz z nami i zadedykujesz go wzmocnieniu swojej marki osobistej.

 

Justyna Kopeć

Justyna Kopeć

Prezes Marka Ty Sp. z o.o.

Od 19 pomaga tworzyć silne marki i zwiększać przychody swoim klientom jako szkoleniowiec, specjalistka online marketingu i przedsiębiorca. Jest właścicielką agencji marketingowej Blue Brand i prezesem Marka TY Sp. z o.o. oraz członkiem Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.
Autorka i współautorka 6 książek, działaczka społeczna i pełna pasji kobieta, która udziela się w świecie biznesu oraz charytatywnie, wspierając ważne inicjatywy. Jej działania i projekty były wielokrotnie nagradzane. Informowały o nich media regionalne i ogólnopolskie. Zostały także dostrzeżone i docenione m.in. przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego czy Instytut Rozwoju Biznesu.

Na co dzień realizuje się, ucząc i inspirując ludzi do aktywnego budowania silnej marki osobistej w Internecie oraz uprawiając offroad, podróżując i będąc super ciocią.

Budowanie marki osobistej w polskiej branży kosmetycznej

Polska branża kosmetyczna ma niewiele znanych marek osobistych w biznesie. Więcej ciekawych postaci widać wśród...

Piotr Dobrowolski – od mistrza wyścigowego do lidera rynku europejskiego

[Justyna Kopeć] Piotrze, dziękuję ci bardzo, że zgodziłeś się na rozmowę, na rozmowę o Twoim biznesie, o Tobie i o...

7 najpopularniejszych błędów, które marki popełniają w social media

Każdy popełnia błędy. To normalne i ludzkie. Jednak wielu z nas nie potrafi się do tego przyznać. Popełniamy je...

Nasze ulubione bezpłatne banki zdjęć

Wielokrotnie, zarówno na blogu jak i w mediach społecznościowych, pisałam o tym, że bardzo lubię ułatwiać sobie pracę....

Mariusz Mróz – od informatyka do uznanego trenera personalnego

[Justyna Kopeć] Witajcie serdecznie. Dzisiaj mam dla was fantastycznego gościa, gościa, który myślę, że powie więcej o...

Jaka jest Twoja wartość?

Jakiś czas temu Beata Kapcewicz opublikowała ciekawy post, który powstał z tak zwanej głupawki. Z lekcji, którą...

Skąd czerpiesz siły?

Skąd czerpiesz siły?

Skąd czerpiesz siły? Z cysterny, czy prawdziwego źródła?

Niezależnie czy pracujesz na etacie, czy prowadzisz własny biznes, czy nie pracujesz zawodowo, każdego dnia, kiedy słońce wschodzi i Ty musisz wstać. Każdego dnia powtarzasz ten sam rytuał. Wstajesz i żyjesz. Zdarza się, że usłyszę tekst „ale co to za życie”. Kika lat wstecz jak sięgnę pamięcią, cytowałam podobne słowa. Zdarzało się, że słońce już wysoko swą pracę wykonywało, a ja powstać z łóżka nie mogłam. Czyżby w cysternie wody zabrakło?

Dokładnie wczoraj kiedy wskazówka licznika w samochodzie wskazała, że odległość od miejsca tankowania do zakończenia mojej podróży to tylko 10 km, poczułam lekki dyskomfort i w jednej chwili zrodziła się myśl, że muszę pojechać do pierwszej lepszej stacji. Nie miałam możliwości wyboru: tu taniej, tu lepsza obsługa a tam dostanę prezencik. To był moment krytyczny, w którym wiedziałam, że jakakolwiek cysterna będzie dobra, aby dotankowała … I tu stawiam trzy kropki. Wiesz dlaczego? Ponieważ dotankowałam tyle, aby dojechać do mojej stałej stacji, w której mam pewność, że paliwo jest dobre, opcja tańsza niż na innych stacjach i sentyment do ludzi i samej stacji. To tam czerpię ze źródła, to tam karmię swój pojazd. Robię to po to, aby mógł mi służyć, wozić mnie w miejsca, w których potrzebuję się znaleźć. Karmię go po to, aby czuć się komfortowo i w sumie bezpiecznie. Kiedy mój samochód jest nakarmiony, ja wiem, że dojedziemy do mety o ile nic innego po drodze się nie przytrafi. Obserwuję jego zachowanie i wskazówki, które są dla mnie wyraźnym znakiem kiedy oczekuje ode mnie zatroszczenia się o niego. Kiedy się troszczę, wiem, że mogę zawsze na nim polegać. Wybacz za porównanie. Ale z nami ludźmi jest podobnie. Karmimy się każdego dnia, aby wstać, żyć, dać światu wartość i w tym wszystkim mieć siłę do wytrwania i zaśnięcia wraz z „zachodem słońca”. Zachód wzięty w cudzysłów, co oznacza, że nie mam na myśli godziny 16-tej. Skąd nasza karma pochodzi? Zastanawiałeś się kiedyś, czym się karmisz? Skąd zyskujesz siły? Kto lub co jest Twoją siłą?

Jeśli Twoją siłą są ludzie, pokażę Ci co ryzykujesz i jaki może być efekt końcowy. Nowy chłopak, nowe wyzwania, nowe, ciekawe chwile i radość wielka. Motylki w brzuchu, skrzydełka na plecach. Wstajesz rano uśmiechnięta, szczęśliwa, zadowolona i już nie możesz się doczekać, kiedy padniesz mu w ramiona i razem spędzicie dzień. Mija jeden tydzień, drugi tydzień, miesiąc a Twoje motylki mają się dobrze. Cysterna zaspokaja Twoje źródełko i czujesz, że energii Ci przybywa.

Nowa praca, nowi znajomi, nowe wyzwania. Ciekawość, poznawanie i badanie uczciwości i lojalności. Starania i oczekiwania. Wszyscy obchodzą się z Tobą w delikatny sposób, wzbudzasz zainteresowanie. Wydaje Ci się, że jest po, co żyć i ludzie nadają Twemu życiu sens.

Nowy kościół, nowi chrześcijanie, mili, życzliwi. Przyjmują Cię z otwartymi ramionami, zachęcają „przyłącz się do nas, jesteś kimś ważnym”. Czujesz, że naprawdę są ludzie, na których można polegać, którym można ufać. Czujesz, że masz naładowane akumulatory. Czujesz, że ludzie nadają Twemu życiu sens.

Nowy biznes. W końcu masz to, co chciałeś. Ukochane „dziecko”. Teraz to Ty jesteś panem i dajesz innym coś, czego oni potrzebują. Twoja usługa jest dla nich ważna, cenna i tak się czujesz – ważny, cenny. Twoje źródełko jest wypełnione po brzegi a sił Ci przybywa.

I tu Cię Przyjacielu rozczaruje. Bo zobacz.

Nowy chłopak zostaje Twoim mężem. Mąż już nie jest nowy. Jest swój. W dodatku nie taki sam jak kiedyś. Zaczął oczekiwać, przestał się Tobą interesować. Wymaga, mało daje. Motylki uleciały a skrzydełka opadły. Do tego jeszcze te słowa „po, co ja się z tobą ożeniłem” – koniec. Źródło wyschło, energia uleciała. Życie traci sens.

Nowa praca po kilku latach stała się rutyną, monotonią. Ciągle ci sami znajomi, zrzędzący, narzekający, oszukujący, naciągający. Manipulują i oczerniają siebie nawzajem. Przestaje Cię to cieszyć. Nie chcesz grać w ich grę, stajesz się odludkiem. Tracisz siły, źródełko wysycha. Energii zaczyna brakować.

Nowy kościół po kilku latach przestał być nowy. Ciągle ten sam pastor czy ksiądz. Wciąż ci sami ludzie. W kościele składają ręce a poza kościołem jeden drugiemu drzazgę z oka wyciąga, nie widząc swojej belki. Patrzysz na nich i czujesz złość, niechęć. Wydaje Ci się, że ludzie są okropni, że zamiast dodawać siły, zwyczajnie je odbierają.

Nowy biznes po kilkudziesięciu latach staje się utrapieniem. Klienci odchodzą, Ty coraz więcej pracujesz, bo trzeba z czegoś wyżyć. Wściekasz się na klientów, że nie kupują. Zaczynasz myśleć o ludziach, że są …….. (sam sobie dopowiedz, co myślisz). Przestajesz polegać na ludziach i tracisz chęci do budowania relacji z nimi. Twoje źródło, tak zwana cysterna okazała się pomyłką. Z tej cysterny zaczęła sączyć się brudna, zanieczyszczona woda.

Można podłączyć się do innej cysterny. Załóżmy, że otrzymałeś spadek, tudzież darowiznę i jesteś teraz człowiekiem bogatym. Zainwestowałeś w siebie i podwojenie finansów. Jesteś doktorem, utrzymujesz się z dochodu pasywnego. Dobrze Ci się wiedzie. Masz wszystko, co powinien mieć – dobrze sytuowany człowiek na tym świecie. Siły czerpiesz z siebie, własnej inteligencji i zasobu portfela. I nagle … nieszczęście. Tracisz majątek, tracisz zdrowie. Jesteś zdany na innych ludzi. Czujesz, że życie straciło sens. Osoba silna, mocna, bogata, która miała władzę w swoich rękach, która zarządzała ludźmi i sobą, miałaby teraz oddać swoje życie w ręce tych, którymi zarządzała? Wstyd, porażka. Co lepsze śmierć czy uniżenie. Trudne pytanie. Cysterna finansowa wyschła.

Czyżby nic nam nie zostało? A co z prawdziwym źródełkiem? Czy ono istnieje i może każdego dnia dostarczać nam świeżej porcji wody? Otóż tak. Woda, którą dostarcza prawdziwe źródełko daje inne spojrzenie na nowych i starych ludzi, finanse i własne życie.

Kiedy widzę nową osobę, wiem, że w każdej chwili może upaść i mnie zlekceważyć. Może mnie zranić i w każdej chwili ode mnie odejść. Może mnie wykorzystać i nie chcieć zrekompensować mojej straty. Może celowo mnie zaatakować. Ale źródło, które zaspokaja moje potrzeby pozwala mi spojrzeć na tę osobę, jak na kogoś, kto sam doświadczył zranień, kto kocha tyle, na ile został nauczony kochać. Daje tyle, ile sam otrzymał. Jest wtedy, kiedy czuje własną potrzebę. To źródło dodaje mi energii i siły, abym mogła stanąć z twarzą z twarz z trudnościami, z ludźmi krzywdzącymi i nie obwiniać ich za moje straty i krzywdy. To źródło daje mi pokój, miłość i radość. To źródło pozwala mi inaczej patrzeć na finanse. Nie jak na być albo nie być, ale jak na wartość, która służy mi i przeze mnie innym ludziom do konkretnego celu, jakim jest sianie największych wartości.

Jak się domyślasz, źródłem o którym pisze jest nasz Zbawiciel, Jezus. „Ten, kto się napije mojej wody, nie zazna pragnienia na wieki. Woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody tryskającej życiem wiecznym” J 4:14

Sylwia Przespolewska

Inspiratorka od budowania relacji. Pokazuje i odkrywa płynące korzyści z budowania zdrowych relacji w każdej sferze życia: rodzina, biznes, małżeństwo, finanse, etc. Pomaga w poznaniu świadomego celu, dzięki któremu podejmowanie decyzji staje się łatwiejsze i przynosi satysfakcjonujące efekty.

http://www.sylwiaprzespolewska.pl/

Jaka jest Twoja wartość?

Jaka jest Twoja wartość?

Jakiś czas temu Beata Kapcewicz opublikowała ciekawy post, który powstał z tak zwanej głupawki. Z lekcji, którą opublikowała wynikało:
Alone = depression            sam = depresja
Depression = sickness       depresja = choroba
Sickness = death                 choroba = śmierć

Post ten poruszył mnie do tego stopnia, że postanowiłam napisać artykuł, odnosząc się jedynie do samej końcówki. Mianowicie poczynając od słowa sam, kończąc na śmierci.

Sam, samotny, osamotniony może być każdy i w każdej chwili. Nawet ci co mają dzieci, mężów, żony, przyjaciół bardzo często czują się sami, samotni. Niektórzy uciekają w samotność z własnej nie przymuszonej woli. Samotność czasem bywa lekarstwem, a czasem śmiercią o czym pisała Beata.

Czy grozi nam samotność podczas budowania marki osobistej? Jak najbardziej tak. Jeśli naszą wartość rozpatrujemy przez pryzmat naszych klientów, odbiorców, mentorów, naszej drugiej połówki, czy nawet któregoś rodzica, wówczas narażamy się na samotność, czyli śmierć za życia.

Gdybyś miał odpowiedzieć teraz na pytanie „jaka jest Twoja wartość” co byś odpowiedział? Pomocne może być drugie pytanie. „Kto zaspokaja Twoje potrzeby?” Pytania, które sobie zadajemy podczas naszej wędrówki przez całe życie, pomagają nam odkrywać prawdziwą naszą tożsamość i zarazem wartość, kim jesteśmy jako jednostka. Większa świadomość ułatwia nam pokonywanie różnych barier, m.in. bariery, nad którą dzisiaj się skupiamy zwaną „naszą wartością”. Jako małe dzieci uznajemy, że wartością naszą jest rodzina, w której się wychowujemy. Jeżeli w tej rodzinie panuje harmonia, ład i porządek, wówczas wartość nasza jest wysoka. Niestety, wychowując się w rodzinie, w której nie stroni od alkoholu, czy innych uwikłań nasza wartość będzie niska, a czasami nawet będzie nosiła nazwę „jestem nikim”. Z chwilą, gdy dorabiamy się własnego biznesu, samochodów i innych sfer materialnych, nasza wartość rośnie i jest rozpatrywana przez to, co posiadamy. Kiedy pomagamy innym ludziom, służymy w kościołach, rozdajemy to, co mamy dobrego, nasza wartość oceniana jest jako dobra jednostka. Podsumowując. Często wydaje się nam, że to ktoś inny nada nam wartość, uczyni nas godniejszym, lepszym. Kiedy prowadzimy biznesy i sprzedajemy swoje produkty i usługi istnieje szansa, że będziemy oceniać naszą wartość w kategoriach: klienci, pracownicy, firma. Już wyjaśniam, co mam na myśli. Jeśli zatrudniasz pracowników i wnoszą oni do Twojego biznesu coś nowego, świeżego, ciekawego, uznasz, że to jest wartość, z którą możesz się utożsamiać. Jeśli będziesz miał klientów wdzięcznych, dziękujących i chwalących Cię w mediach społecznościowych i nie tylko, uznasz, że Twoja wartość jest wysoka i staniesz się gwiazdą tańczącą na scenie. Im więcej fanów, zadowolonych klientów, tym większa Twoja wartość. Czyli zgodnie z Beaty postem, w którym pięknie ujęte zostało no children = alon, kiedy brak klientów = samotny. Samotny, czyli jaki? Gorszy, słaby, … możesz dopisać, co czujesz kiedy Twoja firma walczy z pozyskaniem klientów. Inny przypadek, co by się stało, gdyby w jednym dniu zwolnili się Twoi wszyscy pracownicy. Co byś czuł? Jak byś się czuł? Czy ta wartość, która była budowana na ich umiejętnościach, talentach i osobowości nie skończyła by się:
Alone = depression            sam = depresja
Depression = sickness       depresja = choroba
Sickness = death                 choroba = śmierć

Co ze wspaniałą rodziną, na której budowałeś swoją wartość. Kiedy jej zabraknie, co się Tobą stanie? Na kim będziesz budował swoją wartość? Wybacz, za mój bezpośredni zwrot. Nie czuj się urażony wymową. Sama swoją wartość budowałam w oparciu o ludzi, w innych okolicznościach o finanse. Jednak najczęściej w oparciu o ludzi. To oni nadawali mi wartość. Kiedy otaczali mnie i doceniali to, co robię czułam, że jestem kimś. Że mam znaczenie. Jestem tancerzem i tańczę swój taniec. Ale pojawił się moment, w moim życiu, gdy zostałam z nieznanych mi powodów odrzucona. Nie dlatego, że robiłam coś źle. Wręcz przeciwnie. Chciałam pomóc, ale moja pomoc okazała się nie potrzebna i wtedy runęły mury. Moja wartość bycia gwiazdą prysnęła jak bańka mydlana. Ludzie, na których opierałam swoją wartość odrzucili mnie. Odrzucili wartość. Tą wysoką, znaczącą, tancerza na scenie. Tancerz został sam. Opuścił scenę. Popadł w depresję. Na szczęście nie doznał śmierci, ponieważ w odpowiednim czasie poznał prawdziwą swoją wartość. To kim jest naprawdę, bez rodziny, przyjaciół, znajomych, klientów, odbiorców mojej wartości, mojego dobra. Zrozumiałam, że moja wartość nigdy się nie zmienia. Niezależnie od drugiej osoby, czy braku finansów. Ja zawsze jestem i będę dzieckiem Bożym, który swoją wartość opiera na tym, jakim jestem człowiekiem.

Wybacz, że odniosłam się do siebie, ale nie chcąc nikomu niczego narzucać przedstawiłam, czym dla mnie jest wartość i gdzie jej szukać. Jeśli uznasz, że niezależnie od statusu społecznego, od biznesu, który prowadzisz, materialnych sfer jesteś wartością samą w sobie, łatwiej Ci będzie rozstawać się z klientami, pracownikami, ludźmi, którzy nie doceniają tego, kim tak naprawdę jesteś.

Miałam piętnaście lat, kiedy zginął śmiercią tragiczną mój brat. Był moim aniołem stróżem, opiekował się mną każdego dnia. Na nim budowałam swoją wartość. Był ideałem, zawsze powtarzałam „jestem taka jak ty”. Kiedy zginął, zginęłam wraz z nim, a przecież byłam taka młoda. Na szczęście i z tamtych traumatycznych doświadczeń mogę po tylu latach wyciągnąć wnioski „Nie buduj własnej wartości w oparciu o innych ludzi, jeśli chcesz żyć.” Tata mojej przyjaciółki zadłużył firmę, powiesił się. Zostawił żonę i córkę z długami. Musiały spłacić wszystko. One przeżyły. On nie. „Nie buduj własnej wartości w oparciu o finanse, jeśli nie chcesz stracić życia”. Życie jest jedno i Ty jesteś jeden, niepowtarzalny, niezależnie z jakiego domu pochodzisz, jaki jest Twój status materialny. Wartość jaką nosisz została nadana Tobie już dawno przez Boga i ona jest niezmienna.

Dziękuję Beacie za ten post, który tworzyła będąc rozbawiona. Nie wiedziała, do czego może posłużyć. Tak jest z nami. Nigdy nie wiemy, komu możemy się przysłużyć za to, kim jesteśmy. Nie za nasze osiągnięcia, za nasze wyniki. Finanse, czy wykształconą rodzinę. Ale za to, że jesteśmy i wnosimy w to życie dar pochodzący z nas samych. Produkty są dodatkiem do tego, co wnosisz i dajesz. Ludzie dzisiaj są, jutro ich nie ma. Klienci pojawiają się i odchodzą. Finanse dzisiaj są, jutro możesz ich nie mieć. Ty pozostaniesz. Buduj swoją wartość o to, kim jesteś jako dziecko Boże.

Sylwia Przespolewska

Inspiratorka od budowania relacji. Pokazuje i odkrywa korzyści płynące z budowania zdrowych relacji w każdej sferze życia: rodzina, biznes, małżeństwo, finanse, etc. Pomaga w poznaniu świadomego celu, dzięki któremu podejmowanie decyzji staje się łatwiejsze i przynosi satysfakcjonujące efekty.

http://www.sylwiaprzespolewska.pl/

“Jakie korzenie takie owoce”, czyli o tym jak nasze dzieciństwo determinuje naszą markę osobistą

“Jakie korzenie takie owoce”, czyli o tym jak nasze dzieciństwo determinuje naszą markę osobistą

Każdy z nas był dzieckiem i każdy z nas ma wspomnienia, wnioski i przekonania z dzieciństwa, które przechowywane są w umyśle podświadomym, a które każdego dnia determinują nasze życiowe wybory, działania, sukcesy lub ich braki.

W psychologii ta część naszej osobowości to tzw. #WewnętrzneDziecko.

Jeśli na wstępie uważasz, że z Twoim wewnętrznym dzieckiem wszystko jest OK, to po prostu przyjrzyj się swojemu życiu. Jeśli rzeczywiście z każdej sfery swojego życia jesteś 100% zadowolony, szczęśliwy i spełniony, to dalej już nie musisz czytać tego artykułu. Jeśli za nikim i za niczym nie tęsknisz, zarabiasz tyle ile chcesz, masz kochających ludzi wokół siebie, wspaniałych przyjaciół i/lub rodzinę/dzieci to gratuluję.
Jeśli jednak jest coś do poprawy, to praktycznie ze 100% pewnością mogę stwierdzić, że zalążek tego co doświadczasz tkwi w dzieciństwie.

 

„Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci”

To przysłowie znają wszyscy.
Od strony naukowej możemy napisać tak:
Trzon osobowości człowieka kształtuje się w pierwszych 3 latach naszego życia.
Następne próby “wychowania” to już niestety tylko nieznaczne modyfikacje.

 

Psychoterapia od dość dawna zwraca uwagę jak wielką rolę doświadczenia z dzieciństwa determinują dorosłe życie.   Na podstawie tych doświadczeń, początkowo w dzieciństwie a potem jako dorośli patrzymy na świat. Jako dzieci uczymy się głównie przez obserwację , wyciągamy wnioski, nabieramy wyobrażeń o świecie, życiu, ludziach i otaczających nas zjawiskach. Chłonne  jak gąbka dziecięce umysły, pełne ufności przyjmują wszystko. Taka jest w tym okresie nasza natura – naiwna. Ufamy dorosłym, którzy nas otaczają, a to co mówią, jak działają uznajemy za świętość. Nowo zdobyte doświadczenia stają się dla nas prawdą absolutną i wzorcami zachowań (programami na całe życie).

Im bardziej pozytywne te wzorce i  dzieciństwo tym bardziej pozytywne życie dorosłe i odwrotnie, im więcej “negatywnych  emocji i wzorców zachowań w dzieciństwie, tym większy bagaż wnosimy w dorosłe życie.

Staje się ono niezależnie od scenariusza jaki dla siebie przyjmiemy  po prostu trudniejsze emocjonalnie , a przeciwności życiowe związane z karierą, rodziną, poczuciem własnej wartości ect zdają się nam ciążyć niczym fatum.
Przyczyn tych trudności może być naprawdę wiele i nie sposób ich wymienić ani tym bardziej jednoznacznie podać przyczyny gdyż każde z nas to odrębna indywidualność.

 

W jaki sposób odbywa się programowanie.

Telepatia
Wyobraź sobie, że dziecko niczym WiFi odbiera sygnały od rodziców
Zarówno matka jak i ojciec są jak swoisty serwer z bezprzewodowym dostępem do sieci.
Informacje płyną w bardzo podobny sposób jak bezprzewodowa transmisja danych czy też współczesna rozmowa telefoniczna. Ta więź często zostaje na całe życie i w późniejszych latach jest interpretowana jako przeczucie. (Np. matka dzwoni do dziecka, bo czuje, że chyba “coś” się wydarzyło niedobrego, po czym okazuje się, że miało ono wypadek samochodowy). Niedawno opublikowana badania nt. przekazywania informacji (emocji) na odległość, w których DNA dawcy reagowało na jego emocje, niezależnie od odległości.

Jeśli takie wifi “serwer matka/ojciec” wysyła informacje typu “jestem do niczego” , jestem nie dość dobry”, ten świat mnie nie kocha, “nic nie potrafię” , “sam nie dam rady”, to łatwo sobie wyobrazić jakie będzie to miało konsekwencje dla tego dziecka w późniejszym życiu.

I nie ma już tak dużego znaczenia werbalne programowanie, gdzie rodzic próbuje podbudować samoocenę i poczucie własnej wartości dziecka poprzez chwalenie go czy też docenianie jego aktywności.

Programowanie werbalne (słowne)
Negatywne programowanie werbalne zazwyczaj jest nieświadome, (mało który rodzic zdaje sobie sprawę, że w ten sposób krzywdzi dziecko).

“Po co Ci to”, “lepiej znajdź sobie pracę”, “samochwała w kącie stała” to tylko nieliczne przykłady. Podobnie zwykłe wyśmiewanie niepowodzeń dziecka i żartowanie sobie z jego przedsięwzięć (np. gdy ten próbuje sprzedać pierwszy kamień lub obrazek bawiąc się w sklep) mogą skutecznie podciąć skrzydła i zaszczepić w dziecku przekonanie, że moja twórczość jest śmieszna, nikt tego nie chce i nikt mi nie zapłaci (więc lepiej od razu sobie odpuszczę).

Programowanie behawioralne
To nic innego jak czerpanie wzorców poprzez obserwację i wyciąganie wniosków z obserwacji zachowań najbliższego środowiska (głównie rodziców i opiekunów).

Stara chińska mądrość mówi:  “Dziecka się nie wychowuje, dziecku się daje przykład”
W dzieciństwie uczymy się głównie przez obserwację i naśladownictwo. Każdy pewnie pamięta zabawę w kotka, pieska, zabawę w dom czy też księżniczkę i rycerza?  A skąd niby dziecko wie jak się zachować w tych zabawach? Mogło to jedynie gdzieś zobaczyć i zapamiętać.

Tak więc obserwujemy i zapisujemy na naszych dyskach dosłownie wszystko, aby później użyć to w naszym dorosłym życiu. Wówczas jeszcze nie wiemy, że wiele (jak nie większość) tego będzie dla nas niekorzystna i nie wspierająca (łagodnie mówiąc).

 

„Niedaleko pada jabłko od jabłoni”
Jesteśmy niejako zanurzeni w tym środowisku, więc nie jesteśmy w stanie ustrzec się negatywnych wzorców.  W ten sposób obserwujemy zachowania rodziców, tak jak ten obserwował swoich. Oni zachowują się tak jak się nauczyli, a teraz ja uczę się tego od nich.

Jak rodzice rozwiązują konflikty, czy się wycofują czy walczą o swoje racje.
Czy są asertywni i ekstrawertyczni, czy zamkniętymi w sobie introwertykami.
Czy proaktywnie podchodzą do życia, czy też biernie czekają na rozwój wszystkich wydarzeń.
Oczywiście wszystkie te postawy są ściśle związane z ich  własnym zestawem przekonań na temat siebie, swoich możliwości, umiejętności, na temat życia, ludzi i świata. A jak już wspomniałem wcześniej w dużym stopniu również te przekonania kodujemy w sobie jako  dzieci. Nasza postawa życiowa staje się zlepkiem postaw i przekonań rodziców i w późniejszym okresie mocno determinują nasze dalsze życie.

 

Na szczęście wolna wola w dorosłym życiu pomaga bardziej świadomym jednostkom wyjść poza te schematy, nie zmienia to jednak faktu, że wpływają one na znaczną część aktywności człowieka w sposób sabotujący.

Na podstawie tych wzorców samooceny i postrzegania świata będziemy wybierali szkołę. Im wyższa, im lepsze nasze mniemanie o sobie, tym wyżej mierzymy. Dzieje się tak gdyż poczucie, że podoła trudnościom i że stać go na więcej jest dominujące. Według  tego samego schematu później wybierzemy pracę, lub też założymy biznes i ostatecznie ten schemat myślenia i postępowania wyda swój plon w postaci naszego życia.

Zazwyczaj jednak nie jest tak kolorowo.
Zobaczmy zatem jeden z wielu możliwych scenariuszy, gdy  samoocena i poczucie własnej wartości są zachwiane.

 

Wzorce zaniżonej samooceny
Wspomniałem już, że na podstawie doświadczeń w dzieciństwie wyciągamy wnioski.
Trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z niedojrzałym dziecięcym postrzeganiem rzeczywistości, więc i wyciągane wnioski nie mogą być dojrzałe. A skoro nie są dojrzałe, to znaczy nic innego jak to, że często są błędne.

Na potrzeby tego artykułu podam tylko kilka przykładów, a szerzej zainteresowanych tematem zapraszam do mojej Facebookowej grupy Przyjaciele Rozwoju Osobistego, gdzie ten temat omawiam regularnie i szerzej już na przykładach z życia i mojej pracy trenersko terapeutycznej.

 

Klasyka gatunku matka ciągle w pracy, ojca nie było. (tzw.rodzice nieobecni)
Rodzice czasem dyscyplinują dziecko klapsem za “niewłaściwe zachowanie” i pyskówki, a czasem w wieku nastoletnim dostało ono po buzi, bo przecież “buzia pyskuje, buzia dostaje”.

Gdy dziecko nie dostaje wystarczająco dużo uwagi i miłości wyciąga wniosek
“Skoro mnie nie kochają to znaczy, że nie zasłużyłem”
“Muszę zrobić więcej aby zasłużyć”

Gdy dziecko dostaje aprobatę/ miłość  tylko za tzw. “dobre uczynki” a w innych sytuacjach doświadcza odrzucenia i braku akceptacji staje się zewnątrzsterowne, a to oznacza, że dla chwili uwagi, uznania, które myli z miłością jest w stanie zrobić wszystko.
W przyszłości  umniejszy sobie i własnym potrzebom, postawi innych i ich potrzeby ponad własne, a w skrajnych przypadkach zrezygnuje z siebie, własnego szczęścia, i dobrego samopoczucia, aby inni mieli się lepiej, bo akurat teraz oni tego potrzebują (nie zważając na fakt, że płaci za to własnym samopoczuciem)
Osobą taką można dość łatwo manipulować, a ona nie bardzo potrafi a często nawet nie chce się przeciwstawić. Na samą myśl, żeby się odezwać twarz zaczyna piec, gdyż pamięć komórkowa pamięta uderzenie w twarz w odpowiedzi na każdą pyskówkę, która w istocie była próbą wyrażenia własnego zdania, a ta z kolei jest zalążkiem asertywności.

Zapewne już tutaj widzicie jak bardzo opisane powyżej cechy odbiegają od cech dobrego lidera, czy też silnej i charyzmatycznej marki osobistej.

Powyższy przykład był dość łagodny.
Te mechanizmy dotyczą każdego z nas niezależnie czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie. Co najwyżej pula wzorców zachowań i scenariuszy będzie się od siebie różnić.
Tutaj każdy może podstawić swój przykład do tego schematu zależności, a efekty zobaczy rozglądając się wokół siebie, zamykając oczy i pozwalając sobie na chwilę szczerego i autentycznego wglądu w siebie.

Często chcemy być charyzmatyczni i przebojowi, wychodzić przed szereg, wyrażać własne zdanie i stawiać na swoim. Jednak “coś” nas blokuje bo w dzieciństwie taka postawa była postrzegana jako krnąbrność i niedostosowanie, a każdy objaw buntu boleśnie tłumiony w zarodku.

Chcemy być łagodni i empatyczni, podczas gdy nasze serce zamknęło się po bolesnych przemocowych doświadczeniach ze strony opiekunów.
Zamiast łagodności uruchamiamy program przetrwania czyli agresja i przemoc, bo tak nas nauczyli. Zamiast dialogu “zamordyzm” i autorytatywne “bo tak” do dziecka czy też pracownika.

Chcemy wyjść na scenę pokazać siebie i zakomunikować swoją wartość, być może zaśpiewać, ale nogi uginają się i głos grzęźnie w gardle gdyż nasze wewnętrzne dziecko pamięta jak było wyszydzane, deprecjonowane i jak mówili mu, że fałszuje.

 

Czas na odrobinę refleksji
Jakie są twoje owoce? Czy one Ci odpowiadają? Czy jesteś szczęśliwy?
Z jakim bagażem doświadczeń idziesz? Czego jeszcze o sobie nie wiesz i co potrzebuje być uzdrowione? Co trzeba przewartościować, co przeprogramować a czego być może doświadczyć inaczej, aby ostatecznie zapis w twoim umyśle stał się takim który wspiera Cię w Twojej drodze do wybitnej marki osobistej?
Co odbiera Ci moc?  Za kim za czym tęsknisz? Dlaczego robisz to co robisz i dlaczego to takie ważne?

To tylko nieliczne pytania.
Warto się temu przyjrzeć, rozpoznać i przepracować.
Warto uzdrowić swoje korzenie, gdyż jakie korzenie takie owoce.

Adam Kin

“lekarz dusz” Terapeuta Psycho Duchowy, Trener Mentalny, Mentor Pomaga w odnajdywaniu drogi do szczęścia, budząc świadomość człowieka.

Regreser (terapeuta/ trener niehipnotycznych sesji regresywnych). Autor metodyki Ustawień Systemowych Progresywnych. Pracuje również metodą Cichych Ustawień  B. Hellingera (pomagających w odkrywaniu i usuwaniu z podświadomości blokujących nas wzorców, myślowych oraz zachowań.

Terapeuta pracy z ciałem, celem, której jest usuwanie traum z pamięci komórkowej człowieka. Trener pracy z oddechem.
Autor Poradnika i Medytacji Mistrzowskiego Życia.  Autor licznych artykułów na łamach  Mojej Harmonii Życia.

http://adamkin.pl/
https://bit.ly/2DMdl9w

Marka własna, czyli biznes z twarzą

Marka własna, czyli biznes z twarzą

Marka własna w kontekście indywidualnej kreacji oraz społecznej odpowiedzialności

 

Jeżeli przyjmiesz, że życie człowieka to proces realizowania wartości, to:
Zapytaj siebie: Jakie wartości urzeczywistnia twoja marka własna?
Sprawdź: Na ile to, co robisz zmienia na lepsze ciebie i świat, w którym żyjesz?
Zweryfikuj: W jakim stopniu twój wizerunek jest spójny z twoimi działaniami?

 

Człowiek – twórca marki

Żyjesz, aby manifestować swoją niepowtarzalność.

Chcesz się przekonać Jak to jest działać?

• Doświadczasz robienia tego, co kochasz.
• Dzielisz się tym z innymi.
• Tworzysz, odkrywasz i wchodzisz w interakcje.
• W ciągu swojego życia realizujesz wiele różnych pomysłów, a w każdej twojej aktywności jest cząstka ciebie.

Niezależnie od poziomu twojej kreatywności, pomysłowości i gotowości do działania potrzebujesz ODBIORCY oraz ŚRODOWISKA, w którym zaistniejesz. Zmieniają się koncepcje, projekty, firmy, produkty, a ty wciąż chcesz dać coś od siebie, licząc, że dostaniesz coś w zamian. Wymiana jest możliwa tylko w oparciu o wzajemne oddziaływanie. Szukasz więc powodu do interakcji.

Wymyślasz produkt lub usługę – to dopiero początek. Pomysł się liczy, ale trzeba pójść dalej, aby zacząć sprzedawać. Dlatego zaczynasz patrzeć na swój biznes w szerszym kontekście. Kreowanie własnego biznesu wymaga w równym stopniu inspiracji, co współpracy. Zastanawiasz się:

• Na ile twój produkt jest użyteczny i dla kogo?
• Jakie potrzeby ma zaspokajać i komu służyć?
• Jak mógłby oddziaływać na środowisko w perspektywie wielu lat?

Z tyłu głowy czai się świadomość, że jako osoba wolna i twórcza, masz wpływ nie tylko na własne życie, ale również na otoczenie, w którym funkcjonujesz. Zatem na pewnym etapie kreowania marki własnej dochodzisz do wniosku, że zdecydowanie ważniejsze od tego CO ROBISZ? jest odpowiedź na pytania JAK TO ROBISZ? Bo właśnie „JAK?” stanie się LOGO TWOJEJ MARKI.

 

Po pierwsze – relacje

Coraz częściej zastanawiasz się nad tym: Jaką wartość – Ty, jako osoba – możesz dać innym? Jak dzieląc się sobą, możesz wzbogacać innych? Wówczas w naturalny sposób przenosisz swoją uwagę na otoczenie. Zaczynasz widzieć więcej, rozumieć lepiej, czuć mocniej.

To jest właśnie ta chwila, w której przestajesz żyć wyłącznie dla siebie i zaczynasz żyć również dla innych. Właśnie teraz rozpoczyna się budowanie relacji z odbiorcą, społecznością, światem. Wiesz, że jakość relacji między tobą a twoimi klientami, partnerami handlowymi, a także konkurencją będzie tym wyższa, im bardziej etyczny, pożyteczny społecznie będzie twój biznes. Dlatego opierasz swoje działania na zasadzie WIN-WIN. Oznacza to, że kierujesz się takimi wartościami jak akceptacja, uczciwość, gotowość dzielenia się. Zachęcasz do współpracy i szukania wzajemnych rozwiązań. Dajesz jasny i wiarygodny komunikat, że robiąc swój biznes dbasz także o potrzeby innych.

I tak rodzi się Twoja indywidualna i niepowtarzalna marka. Marka – TY!

 

Zaufanie – waluta przyszłości

Działając w taki sposób zdobywasz zaufanie – walutę, którą możesz płacić wszędzie i każdy chętnie ją przyjmie. Walutę, która nie traci na wartości, a wręcz przeciwnie staje się coraz mocniejsza.

Jesteś wiarygodny, bo tworzysz z poziomu serca – dla siebie i dla innych. Etyka w twoim życiu idzie w parze z etyką w twoim biznesie, więc twoja marka zyskuje na wartości. Wyznajesz określone standardy, nie jest ci obojętne w jakim środowisku żyjesz.

 

Marka – TY!

Działasz świadomie. Bierzesz odpowiedzialność. Nie zamykasz oczu na krzywdę. Nie zaciągasz długów, których nie da się spłacić. Prowadzisz ekonomię otwartych oczu. Zysk nie jest dla ciebie celem samym w sobie, ale raczej narzędziem służącym stwarzaniu lepszej jakości życia. Budujesz siebie, budujesz relacje, budujesz wspólnotę. Tak działając masz poczucie więzi ze sobą i ze światem. W ten sposób łączysz personalizm(1) ze społeczną odpowiedzialnością biznesu (CSR).

Nieustannie zaglądasz w siebie i szukasz odpowiedzi na pytanie: Jaką twarz ma mój biznes? Dzięki temu twój wizerunek jest autentyczny i tożsamy z tym, w co wierzysz. Cokolwiek robisz zachowujesz twarz. Twoja marka jest nie do podrobienia, bo twarzą twojego biznesu jesteś TY!

(1) Źródło: https://klp.pl/wspolczesnosc/a-9238.html
„Nurt w filozofii i kulturze XX wieku, który w centrum swojego zainteresowania stawia osobę. Podobnie jak postmodernizm, powstał jako głos sprzeciwu wobec totalitarnych systemów państwowych, które doprowadziły Europę i świat na skraj zagłady. Personalizm staje w obronie godności ludzkiej, indywidualności, niepowtarzalności i niezależności każdego człowieka”.

Dorota Golańska

Coach rozwoju osobistego, kariery oraz przedsiębiorczości. Specjalizuje się w zarządzaniu wszelkiego rodzaju zasobami, a także umiejętnościami, wiedzą, zdolnościami, talentami oraz predyspozycjami i relacjami. Wspiera i towarzyszy tym, którzy chcą wykorzystać swój własny potencjał, aby podnieść jakość swojego życia.

https://www.facebook.com/dorota.golanska.79

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są ustawione na „zezwalanie na pliki cookie”, aby zapewnić Ci najlepsze możliwości przeglądania. Jeśli nadal korzystasz z tej strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookie lub klikniesz przycisk „Akceptuj” poniżej, wyrażasz na to zgodę.

Zamknij