Otwierasz edytor posta. Piszesz zdanie, które od tygodnia chodzi Ci po głowie, bo w końcu poukładałaś je tak, żeby brzmiało sensownie. Kursor mruga nad przyciskiem publikacji. I wtedy w głowie odzywa się głos: „a kim ty jesteś, żeby to mówić?” Nie masz doktoratu z tego tematu. Ktoś na pewno zna się lepiej. Ktoś zaraz to napisze w komentarzu, publicznie, żeby wszyscy widzieli.
To nie jest chwilowa niepewność przed kliknięciem. To syndrom oszustki: uczucie, że lada moment ktoś Cię zdemaskuje jako osobę bez prawdziwych kwalifikacji, mimo że wszystko, co dotąd zrobiłaś, mówi coś zupełnie innego. Od 2014 roku, kiedy prowadzę agencję Blue Brand, słyszę tę samą historię od kobiet, które wiedzą więcej niż większość ich odbiorczyń, a mimo to nie potrafią nacisnąć „opublikuj”.
Pokażę Ci w tym artykule, skąd bierze się ten wewnętrzny głos, dlaczego kłamie częściej, niż myślisz, i co konkretnie zrobić, żeby przestał decydować za Ciebie.
W skrócie
- Syndrom oszustki nie znika wraz z kolejnymi dyplomami czy latami doświadczenia, bo nie jest miarą kompetencji, tylko miarą nowości sytuacji.
- Wewnętrzny głos, który pyta „kim ty jesteś, żeby to mówić”, działa jak kontroler biletów. Pyta o przepustkę, której nikt naprawdę od Ciebie nie wymaga.
- Nie musisz być najbardziej kompetentną osobą na świecie. Musisz wiedzieć więcej niż osoba, której dziś pomagasz.
- Konkretna lista dowodów kompetencji ucisza ten głos skuteczniej niż czekanie, aż sam zniknie.
Dlaczego więcej doświadczenia nie wycisza tego głosu
Można by pomyśleć, że syndrom oszustki dotyka tylko początkujących, tych, które faktycznie dopiero się uczą. Rzeczywistość jest inna. Znam kobiety z kilkunastoletnim doświadczeniem w swojej branży, autorki książek, prowadzące szkolenia dla setek osób. One także, przed każdym większym wystąpieniem, słyszą w głowie to samo pytanie. Kompetencje rosną, ale głos nie cichnie, bo nigdy nie mierzył kompetencji. Mierzy tylko to, jak nowa i eksponowana jest dana sytuacja.
Konsekwencje tego są konkretne. Kobiety z realną wiedzą milczą, podczas gdy głos zabierają ci, którzy o kwalifikacjach nie myślą wcale, bo nigdy nie przyszło im do głowy, żeby się nad tym zastanawiać. Twoja cisza nie oznacza pustki w sieci. Oznacza miejsce, które zajmie ktoś inny, niekoniecznie lepiej przygotowany.
Jest jeszcze koszt osobisty. Syndrom oszustki, zostawiony bez odpowiedzi, nie stoi w miejscu. Rośnie z każdym odłożonym postem, z każdą okazją, z której zrezygnowałaś, bo „ktoś na pewno zapyta, skąd to wiesz”. Po którymś kolejnym takim odwrocie łatwiej już w ogóle nie zaczynać, niż zmierzyć się z tym pytaniem.
Skąd bierze się to poczucie
Syndrom oszustki najczęściej rodzi się tam, gdzie porównujesz swój początek z czyimś środkiem drogi. Widzisz gotowy efekt pracy innej ekspertki. Nie widzisz lat, które ją do tego doprowadziły, więc mózg wyciąga fałszywy wniosek: ona ma prawo mówić, ja jeszcze nie. To porównanie jest nieuczciwe, bo zestawia ze sobą dwa różne momenty w czasie, a nie dwie różne wartości merytoryczne.
Badania nad tym zjawiskiem, prowadzone od lat osiemdziesiątych, wskazują, że nawet siedem na dziesięć osób doświadcza syndromu oszustki przynajmniej raz w życiu. Jeśli więc czujesz to teraz, jesteś w bardzo dużej grupie, nie w wyjątku, który akurat trafił na prawdziwy brak kompetencji.
Kontroler biletów, którego nikt nie zatrudnił
Wyobraź sobie dworzec. Stoisz na peronie i trzymasz w ręku swoją wiedzę, doświadczenie, wszystko, co masz do powiedzenia. Głos w głowie zachowuje się jak kontroler biletów, który podchodzi i pyta o przepustkę: dyplom, dziesięć lat stażu, poklask uznanych autorytetów. Na tym peronie nikt takiego kontrolera nie zatrudnił. Internet nie sprawdza biletów przy wejściu.
Spójrz na osoby, które już mówią w Twojej branży. Większość z nich wsiadła do pociągu, zanim poczuła się w pełni gotowa. Różnica między nimi a Tobą nie polega na tym, że przeszły kontrolę, na którą Ty wciąż czekasz. Polega na tym, że przestały czekać na kontrolera, który i tak nigdy się nie pojawi.
Dlaczego nie musisz być najlepsza, żeby mówić
Tu najczęściej pojawia się zarzut: ale ja naprawdę wiem mniej niż inne osoby w mojej branży. Możliwe. Nie musisz jednak wiedzieć więcej niż wszyscy. Musisz wiedzieć więcej niż osoba, która dziś szuka odpowiedzi i trafia na Twój profil. Ona nie potrzebuje najlepszej ekspertki na świecie. Potrzebuje kogoś, kto jest kilka kroków przed nią i chce się tą drogą podzielić.
Lista dowodów, która ucisza kontrolera
Weź kartkę i wypisz trzy konkretne rzeczy: coś, czego się nauczyłaś w ostatnim czasie, coś, co przetestowałaś na sobie lub swoich klientkach, i coś konkretnego, w czym pomogłaś komuś dojść do rezultatu. Nie musi to być spektakularne. Wystarczy, żeby było prawdziwe i konkretne. Ta lista to Twój bilet: ważny, prawdziwy, wystawiony przez Twoje własne doświadczenie, a nie przez zewnętrzną instytucję.
Trzymaj tę listę w zasięgu ręki. Kiedy następnym razem głos zapyta „a kim ty jesteś, żeby to mówić”, masz gotową, konkretną odpowiedź. Nie musisz wtedy wchodzić w dyskusję z głosem, który i tak nie przyjmuje żadnych dowodów.
Czego nie robić, kiedy usłyszysz ten głos
Najgorsza reakcja na syndrom oszustki to próba całkowitego zagłuszenia go kolejnymi certyfikatami, kolejnymi kursami, kolejnym przygotowaniem, zanim się odezwiesz. To pułapka, bo kontroler biletów zawsze znajdzie kolejny dokument do sprawdzenia. Im więcej dyplomów mu pokażesz, tym więcej będzie chciał zobaczyć, bo jego zadaniem nie jest przepuszczenie Cię przez bramkę, tylko trzymanie Cię na peronie.
Równie nieskuteczne jest szukanie potwierdzenia u innych, zanim cokolwiek opublikujesz: pytanie znajomych, czy to na pewno dobry pomysł, czekanie na czyjeś błogosławieństwo. Zewnętrzna zgoda nie ucisza wewnętrznego kontrolera, bo on i tak zapyta, czy osoba, która Cię pochwaliła, w ogóle się na tym zna.
Co zyskujesz, kiedy przestajesz czekać na kontrolę
Kobiety, które publikują mimo tego głosu, rzadko czują nagłą, totalną pewność siebie. Zyskują za to coś bardziej trwałego: dowód z własnego doświadczenia, że świat się nie zawalił, kiedy powiedziały coś niedoskonałego na głos. Ten dowód działa mocniej niż jakiekolwiek zapewnienie z zewnątrz, bo pochodzi z Twojego własnego eksperymentu, nie z cudzej opinii.
Z czasem głos kontrolera nie znika, ale traci na sile, bo masz coraz dłuższą listę sytuacji, w których się mylił. Publikowałaś, mimo że pytał o przepustkę, i nic złego się nie stało. Tego rodzaju dowodu nie da się zdobyć, czytając kolejny artykuł o pewności siebie. Trzeba go zdobyć w praktyce, jeden opublikowany post na raz.
Co zrobić, kiedy strach mimo wszystko zostaje
Lista dowodów nie sprawi, że strach zniknie całkowicie, i to jest normalne. Chodzi o to, żeby działać obok strachu, nie czekając, aż zniknie zupełnie. Syndrom oszustki żywi się właśnie odkładaniem, nie brakiem gotowości. Pisałam o mechanizmie tego odkładania szerzej w artykule o pięciu latach z niedokończoną książką i o tym, co robi z Tobą projekt, o którym mówisz, ale go nie robisz.
Ten sam peron, inna decyzja
Wróćmy do edytora posta z początku tego artykułu. Zdanie wciąż tam jest, dopracowane, gotowe. Kursor wciąż mruga nad przyciskiem publikacji. Głos wewnętrznego kontrolera znowu pyta o przepustkę. Tym razem jednak wiesz, kim on jest: głosem, który nie ma żadnej władzy, tylko nawyk pytania. Sięgasz po swoją listę dowodów, przypominasz sobie, dla kogo piszesz ten post, i klikasz publikuj, mimo że kontroler wciąż stoi obok.
To jest różnica między czekaniem na ciszę w głowie a działaniem mimo hałasu. Cisza nigdy nie przyjdzie pierwsza.
Co dalej
Jedna lista dowodów pomoże Ci raz. Żeby ten głos przestał decydować o Twoich publikacjach na stałe, potrzebujesz czegoś więcej niż jednorazowej motywacji. Potrzebujesz regularności i towarzystwa innych kobiet, które mierzą się z dokładnie tym samym.
W Klubie Przedsiębiorczej Kobiety co miesiąc pracujemy nad jednym konkretnym elementem marki i biznesu, razem z tym, co blokuje Cię w głowie, nie tylko z tym, co widać na zewnątrz. To różnica, która ma znaczenie, bo strategia bez pracy nad głosem kontrolera zwykle kończy się na etapie planu, nigdy publikacji. Sprawdź, jak wygląda Klub.
Jeśli wolisz na razie tylko wiedzieć, kiedy pojawia się coś nowego na blogu i w Klubie, zapisz się do newslettera BRANDletter. Link znajdziesz w stopce tej strony.
FAQ
Czy syndrom oszustki kiedykolwiek całkowicie znika? Rzadko znika w stu procentach, nawet u osób z wieloletnim doświadczeniem. Zmienia się jednak jego siła i to, jak szybko rozpoznajesz go jako głos, a nie jako fakt.
Czy to normalne, że boję się publikować, mimo że naprawdę znam się na swoim temacie? Tak, to jeden z najbardziej typowych objawów syndromu oszustki. Dotyka on często właśnie osób kompetentnych, rzadziej tych, które faktycznie niewiele wiedzą.
Co zrobić, jeśli ktoś naprawdę zapyta mnie w komentarzu, skąd to wiem? Odpowiedz wprost i konkretnie, powołując się na swoje doświadczenie lub źródło wiedzy. Jedno szczere pytanie w komentarzu waży dużo mniej niż setki godzin, które wcześniej poświęciłaś na naukę tego tematu.
Czy syndrom oszustki dotyczy tylko kobiet zaczynających biznes online? Nie, dotyka też doświadczonych ekspertek, autorek książek i osób prowadzących duże społeczności. Doświadczenie zmienia częstotliwość tego głosu, ale rzadko usuwa go całkowicie.
Jak odróżnić syndrom oszustki od realnego braku przygotowania? Sprawdź, czy masz konkretną, spisaną wiedzę lub doświadczenie w temacie, o którym chcesz mówić. Jeśli masz, ten głos to najpewniej syndrom oszustki. Jeśli faktycznie niczego nie wiesz na dany temat, to nie jest kwestia pewności siebie, tylko sygnał, żeby najpierw się douczyć.




0 komentarzy