Jakiś czas temu Beata Kapcewicz opublikowała ciekawy post, który powstał z tak zwanej głupawki. Z lekcji, którą opublikowała wynikało:
Alone = depression            sam = depresja
Depression = sickness       depresja = choroba
Sickness = death                 choroba = śmierć

Post ten poruszył mnie do tego stopnia, że postanowiłam napisać artykuł, odnosząc się jedynie do samej końcówki. Mianowicie poczynając od słowa sam, kończąc na śmierci.

Sam, samotny, osamotniony może być każdy i w każdej chwili. Nawet ci co mają dzieci, mężów, żony, przyjaciół bardzo często czują się sami, samotni. Niektórzy uciekają w samotność z własnej nie przymuszonej woli. Samotność czasem bywa lekarstwem, a czasem śmiercią o czym pisała Beata.

Czy grozi nam samotność podczas budowania marki osobistej? Jak najbardziej tak. Jeśli naszą wartość rozpatrujemy przez pryzmat naszych klientów, odbiorców, mentorów, naszej drugiej połówki, czy nawet któregoś rodzica, wówczas narażamy się na samotność, czyli śmierć za życia.

Gdybyś miał odpowiedzieć teraz na pytanie „jaka jest Twoja wartość” co byś odpowiedział? Pomocne może być drugie pytanie. „Kto zaspokaja Twoje potrzeby?” Pytania, które sobie zadajemy podczas naszej wędrówki przez całe życie, pomagają nam odkrywać prawdziwą naszą tożsamość i zarazem wartość, kim jesteśmy jako jednostka. Większa świadomość ułatwia nam pokonywanie różnych barier, m.in. bariery, nad którą dzisiaj się skupiamy zwaną „naszą wartością”. Jako małe dzieci uznajemy, że wartością naszą jest rodzina, w której się wychowujemy. Jeżeli w tej rodzinie panuje harmonia, ład i porządek, wówczas wartość nasza jest wysoka. Niestety, wychowując się w rodzinie, w której nie stroni od alkoholu, czy innych uwikłań nasza wartość będzie niska, a czasami nawet będzie nosiła nazwę „jestem nikim”. Z chwilą, gdy dorabiamy się własnego biznesu, samochodów i innych sfer materialnych, nasza wartość rośnie i jest rozpatrywana przez to, co posiadamy. Kiedy pomagamy innym ludziom, służymy w kościołach, rozdajemy to, co mamy dobrego, nasza wartość oceniana jest jako dobra jednostka. Podsumowując. Często wydaje się nam, że to ktoś inny nada nam wartość, uczyni nas godniejszym, lepszym. Kiedy prowadzimy biznesy i sprzedajemy swoje produkty i usługi istnieje szansa, że będziemy oceniać naszą wartość w kategoriach: klienci, pracownicy, firma. Już wyjaśniam, co mam na myśli. Jeśli zatrudniasz pracowników i wnoszą oni do Twojego biznesu coś nowego, świeżego, ciekawego, uznasz, że to jest wartość, z którą możesz się utożsamiać. Jeśli będziesz miał klientów wdzięcznych, dziękujących i chwalących Cię w mediach społecznościowych i nie tylko, uznasz, że Twoja wartość jest wysoka i staniesz się gwiazdą tańczącą na scenie. Im więcej fanów, zadowolonych klientów, tym większa Twoja wartość. Czyli zgodnie z Beaty postem, w którym pięknie ujęte zostało no children = alon, kiedy brak klientów = samotny. Samotny, czyli jaki? Gorszy, słaby, … możesz dopisać, co czujesz kiedy Twoja firma walczy z pozyskaniem klientów. Inny przypadek, co by się stało, gdyby w jednym dniu zwolnili się Twoi wszyscy pracownicy. Co byś czuł? Jak byś się czuł? Czy ta wartość, która była budowana na ich umiejętnościach, talentach i osobowości nie skończyła by się:
Alone = depression            sam = depresja
Depression = sickness       depresja = choroba
Sickness = death                 choroba = śmierć

Co ze wspaniałą rodziną, na której budowałeś swoją wartość. Kiedy jej zabraknie, co się Tobą stanie? Na kim będziesz budował swoją wartość? Wybacz, za mój bezpośredni zwrot. Nie czuj się urażony wymową. Sama swoją wartość budowałam w oparciu o ludzi, w innych okolicznościach o finanse. Jednak najczęściej w oparciu o ludzi. To oni nadawali mi wartość. Kiedy otaczali mnie i doceniali to, co robię czułam, że jestem kimś. Że mam znaczenie. Jestem tancerzem i tańczę swój taniec. Ale pojawił się moment, w moim życiu, gdy zostałam z nieznanych mi powodów odrzucona. Nie dlatego, że robiłam coś źle. Wręcz przeciwnie. Chciałam pomóc, ale moja pomoc okazała się nie potrzebna i wtedy runęły mury. Moja wartość bycia gwiazdą prysnęła jak bańka mydlana. Ludzie, na których opierałam swoją wartość odrzucili mnie. Odrzucili wartość. Tą wysoką, znaczącą, tancerza na scenie. Tancerz został sam. Opuścił scenę. Popadł w depresję. Na szczęście nie doznał śmierci, ponieważ w odpowiednim czasie poznał prawdziwą swoją wartość. To kim jest naprawdę, bez rodziny, przyjaciół, znajomych, klientów, odbiorców mojej wartości, mojego dobra. Zrozumiałam, że moja wartość nigdy się nie zmienia. Niezależnie od drugiej osoby, czy braku finansów. Ja zawsze jestem i będę dzieckiem Bożym, który swoją wartość opiera na tym, jakim jestem człowiekiem.

Wybacz, że odniosłam się do siebie, ale nie chcąc nikomu niczego narzucać przedstawiłam, czym dla mnie jest wartość i gdzie jej szukać. Jeśli uznasz, że niezależnie od statusu społecznego, od biznesu, który prowadzisz, materialnych sfer jesteś wartością samą w sobie, łatwiej Ci będzie rozstawać się z klientami, pracownikami, ludźmi, którzy nie doceniają tego, kim tak naprawdę jesteś.

Miałam piętnaście lat, kiedy zginął śmiercią tragiczną mój brat. Był moim aniołem stróżem, opiekował się mną każdego dnia. Na nim budowałam swoją wartość. Był ideałem, zawsze powtarzałam „jestem taka jak ty”. Kiedy zginął, zginęłam wraz z nim, a przecież byłam taka młoda. Na szczęście i z tamtych traumatycznych doświadczeń mogę po tylu latach wyciągnąć wnioski „Nie buduj własnej wartości w oparciu o innych ludzi, jeśli chcesz żyć.” Tata mojej przyjaciółki zadłużył firmę, powiesił się. Zostawił żonę i córkę z długami. Musiały spłacić wszystko. One przeżyły. On nie. „Nie buduj własnej wartości w oparciu o finanse, jeśli nie chcesz stracić życia”. Życie jest jedno i Ty jesteś jeden, niepowtarzalny, niezależnie z jakiego domu pochodzisz, jaki jest Twój status materialny. Wartość jaką nosisz została nadana Tobie już dawno przez Boga i ona jest niezmienna.

Dziękuję Beacie za ten post, który tworzyła będąc rozbawiona. Nie wiedziała, do czego może posłużyć. Tak jest z nami. Nigdy nie wiemy, komu możemy się przysłużyć za to, kim jesteśmy. Nie za nasze osiągnięcia, za nasze wyniki. Finanse, czy wykształconą rodzinę. Ale za to, że jesteśmy i wnosimy w to życie dar pochodzący z nas samych. Produkty są dodatkiem do tego, co wnosisz i dajesz. Ludzie dzisiaj są, jutro ich nie ma. Klienci pojawiają się i odchodzą. Finanse dzisiaj są, jutro możesz ich nie mieć. Ty pozostaniesz. Buduj swoją wartość o to, kim jesteś jako dziecko Boże.

Sylwia Przespolewska

Inspiratorka od budowania relacji. Pokazuje i odkrywa korzyści płynące z budowania zdrowych relacji w każdej sferze życia: rodzina, biznes, małżeństwo, finanse, etc. Pomaga w poznaniu świadomego celu, dzięki któremu podejmowanie decyzji staje się łatwiejsze i przynosi satysfakcjonujące efekty.

http://www.sylwiaprzespolewska.pl/

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są ustawione na „zezwalanie na pliki cookie”, aby zapewnić Ci najlepsze możliwości przeglądania. Jeśli nadal korzystasz z tej strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookie lub klikniesz przycisk „Akceptuj” poniżej, wyrażasz na to zgodę.

Zamknij